„Brałem udział we wszystkich bitwach i scenariusz zawsze był taki sam: bitwa otwarcia, bitwa o wszystko i bitwa o honor” (cytat serial 1670, produkcja Netflix). Tyle, że najczęściej bitwa o stronę to nie bitwa o honor a „bitwę o klucze, prawa autorskie i dostępy”.
W świecie stron internetowych tylko przejrzystość i formalne ustalenia uratują zarówno Twój honor jak i Twój biznes. Bo możesz zapłacić, możesz odebrać ładny projekt strony www, ale jeśli nie dopilnujesz kilku rzeczy, to formalnie wcale nie będziesz właścicielem własnej strony internetowej. A wtedy zaczyna się bitwa. Tyle, że nie będzie aż tak śmiesznie jak w 1670.
Poniżej znajdziesz przewodnik, który jest bazą dla każdego marketera zanim zacznie szukać dostawcy zajmującego się tworzeniem stron internetowych. do projektowania strony internetowej. To jest zestaw NIEzwykle ważnych zasad, które marketer, brand manager czy właściciel firmy musi wiedzieć, aby na koniec cieszyć się wygraną bitwą własnej strony internetowej.
Nie bądź chłopstwem w 1670, przygotuj brief dla agencji
W 1670 chłopstwo nie miało głosu na sejmiku, a w świecie stron www brak przygotowania oznacza dokładnie to samo – agencja decyduje, a Ty tylko patrzysz. Brief to Twoja szabla: jeśli jej nie masz, przegrasz.
Dlatego w pierwszej kolejności musisz odpowiedzieć sobie na następujące pytania, które ułatwią zrozumienie potrzeb i pomogą stworzyć dobrą stronę internetową, przyciągnąć nowych klientów i zbudować przewagę na tle konkurencji.
Chcesz, żeby Twoja strona przyciągała więcej odwiedzających?
Pomożemy by Twój biznes rósł naturalnie i bez zbędnego stresu.
Zrób pierwszy krok już dziś i skontaktuj się! Zobacz, jak możemy rozwinąć Twój ruch online! 🚀
Jaki jest cel twojej strony i jakie są Twoje potrzeby?
Musisz wiedzieć, co chcesz osiągnąć – sprzedaż, generowanie leadów, rozwój marki osobistej, czy tylko obecność w sieci. Od tego zależy, czy wystarczy prosty landing page, czy większa witryna pod kątem SEO i celów biznesowych. Bez tego łatwo wpaść w wszelkie problemy związane ze złym kierunkiem projektu.
Kim jest Twoja grupa docelowa i jak przyciągniesz jej uwagę?
Zastanów się, kto będzie korzystał z Twojej witryny. W dzisiejszych czasach użytkownicy oczekują szybkiej reakcji, przejrzystego menu, intuicyjnej nawigacji i dopracowanego formularza kontaktowego. To kluczowy element, który może mieć znaczący wpływ na konwersję.
Czy chcesz wykorzystać gotowe szablony czy ma to być projekt szyty na miarę?
Gotowe szablony to szybkie i rozsądne rozwiązanie, szczególnie gdy liczy się czas i budżet. W dzisiejszych czasach wiele z nich wygląda naprawdę profesjonalnie i daje sporo możliwości, jeśli dobrze je skonfigurujesz.
Projekt indywidualny sprawdzi się wtedy, gdy chcesz mieć pełną kontrolę nad każdym detalem i potrzebujesz unikalnego rozwiązania pod specyficzne cele. Prawda jest taka: oba podejścia są w porządku – ważne, żeby brief jasno mówił, czego oczekujesz i dlaczego.
Szybkość ładowania strony i adres URL witryny
W erze mobile każda sekunda opóźnienia obniża konwersję. Warto uwzględnić kwestie techniczne już w briefie: optymalizację kodu, wydajny hosting, czy prawidłowy adres URL witryny. To ma kluczowe znaczenie dla użytkowników i pozycji w wynikach wyszukiwania.
Jak zapewnisz bezpieczeństwo użytkowników i danych klientów?
Pamiętaj o certyfikacie SSL, ustal jak mają być chronione dane Twoich klientów. To nie tylko formalność – to coś, co realnie zwiększa zaufanie do marki i może ochronić Cię przed kosztownymi problemami.
Kto odpowiada za adres URL witryny, panel administracyjny i dostępność?
W briefie musi się znaleźć jasne ustalenie: kto rejestruje domenę, kto konfiguruje panel administracyjny, a kto odpowiada za jej dostępność. Jeśli tego nie określisz, w praktyce możesz nie mieć kontroli nad własną stroną.
Jakie narzędzia analityczne i integracje muszą być wdrożone?
Narzędzie Google (GA4, Search Console), integracje z mediami społecznościowymi, tagi konwersji, piksele reklamowe – to wszystko musi być spięte. Zadaj pytanie: kto integruje Google Tag Manager i kto sprawdza, czy dane faktycznie płyną.
Czy Twoja strona ma przyciągać uwagę użytkowników prostym wezwaniem do działania, czy rozbudowanym blogiem?
Tu nie ma jednej prawdy. Możesz postawić na wyraźne wezwanie i prostą strukturę albo na bogatsze treści. Ale już na starcie musisz wiedzieć, co chcesz osiągnąć.
Umowa — nie ma umowy, nie ma strony
Nie, serio. Jeśli myślisz, że „zaufanie wystarczy”, to gratulacje — wchodzisz w top 10% klientów, których historie opowiadamy jako działanie, którego należy unikać. „Zapłaciłem, a oni nie oddali kodu”, „blokują mi dostęp do hostingu”, „żądają dopłaty, żeby przenieść domenę”, “mówią, że nie ma CMS bo to ich framework, ale mogą za dodatkową opłatą za godzinę pracy developera dodać bloga lub zrobić cokolwiek innego jak trzeba”.
Wow! NIE tak działamy. Serio, tak to wygląda, kiedy zamiast podpisanej umowy masz tylko serię maili i uścisk dłoni. Nawet jeśli to agencja z polecenia. Wtedy jest jeszcze gorzej, bo tracisz czujność.
Umowa to Twoja tarcza. Co musi się w niej znaleźć?
-
Zakres prac – co dokładnie dostajesz: projekt graficzny, development, CMS, integracje, dokumentacja.
-
Terminy i etapy – żeby nie było niespodzianek typu „kończymy za pół roku, bo grafik poszedł na urlop”.
-
Warunki płatności – najlepiej podzielone na etapy, a finalna rata po tym, jak dostaniesz wszystkie dostępy.
-
Przeniesienie praw autorskich majątkowych – najważniejszy zapis. Bez tego agencja nadal jest właścicielem Twojej strony.
-
Dostępy – hosting, domena, repozytorium, bazy danych, loginy. Wszystko musi być przekazane.
-
Licencje zewnętrzne – jeżeli agencja używa płatnych wtyczek czy motywów, musisz wiedzieć, kto jest ich właścicielem i na kogo są wystawione.
-
Wsparcie po wdrożeniu – ile poprawek i jak długo odpowiadają na zgłoszenia po odbiorze.
Nie podpiszesz papierów? Zostajesz gościem na swojej stronie www.
Prawa autorskie — brzmi nudno, ale ratuje Ci biznes
Prawo w Polsce mówi jasno: autor (czyli twórca strony www) ma prawa autorskie, dopóki ich nie przekaże. Czyli jeśli w umowie nie ma zapisu o przeniesieniu praw, to agencja nadal może decydować, co z Twoją stroną wolno zrobić.
Co musisz wymusić w umowie:
-
przeniesienie praw majątkowych do całości projektu (kod, projekt graficzny strony, layout, szablony, styl CSS),
-
prawo do modyfikacji i rozwijania,
-
brak ograniczeń terytorialnych i czasowych,
-
jasny zapis, że wszystkie materiały po zapłacie należą do Ciebie.
Inaczej możesz skończyć jak ludzie z Reddita, którzy pisali:
„Agencja nie chce przekazać kodu po finalnej płatności”
„Developer trzyma repozytorium jako zakładnika”
„Nie mogę zmienić hostingu, bo wszystko jest na ich koncie”
Tak, to się dzieje. Codziennie.
Dostępy i hosting — kto ma klucze, ten rządzi
Wygląda banalnie, ale to jeden z najczęstszych problemów. Strona stoi na serwerze agencji, domena jest zarejestrowana na ich konto, a Ty dostajesz tylko link i login do CMS-a. Wszystko działa… dopóki nie chcesz czegoś zmienić albo przenieść.
Twoje minimum:
-
domena musi być kupiona na Twoje dane (albo mieć pełny transfer w każdej chwili),
-
hosting najlepiej, jeśli jest Twój (agencja może go skonfigurować, ale niech faktura przychodzi do Ciebie),
-
repozytorium kodu – dostęp do Gita i cała historia commitów, nie tylko zip na koniec,
-
baza danych, FTP, SSH – loginy i hasła w Twoim posiadaniu,
-
wtyczki i licencje premium – kupione na Twoje konto, nie agencji.
Inaczej wygląda to tak: agencja kontroluje wszystko, a Ty jesteś gościem na własnej stronie. Witryna internetowa nie jest wtedy Twoja.
WordPress czy Webflow – wybór systemu zarządzania treścią
Tak naprawdę nie ma jednej odpowiedzi, bo oba rozwiązania mają zarówno swoich zwolenników i hejterów.
WordPress to klasyk – elastyczny, z tysiącami wtyczek i ogromnym community oferujący gotowe szablony i łatwy kreator stron (Elementor). Ale też wiecznie trzeba go aktualizować, pilnować bezpieczeństwa użytkowników, a źle dobrane pluginy potrafią zamienić stronę w same 404.
Webflow z kolei to nowszy gracz – świetny wizualny edytor, czysty kod, szybkie wdrożenia. Użytkownicy chwalą go za to, że projektant i marketer mogą zrobić dużo samodzielnie, bez ciągłego klepania w PHP. Ale minus? Mniejsza społeczność, subskrypcyjny model płatności i ograniczona liczba gotowych integracji.
Na Reddicie często pojawia się podsumowanie:
-
WordPress – lepszy, gdy chcesz mieć pełną kontrolę, rozwijać stronę latami i korzystać z ogromnej bazy pluginów.
-
Webflow – lepszy, gdy zależy Ci na szybkim, nowoczesnym wdrożeniu i łatwej obsłudze wizualnej, a nie chcesz „bawić się w devops”.
Czyli klasyk: nie ma jednej prawdy. Zależy od tego, czy chcesz wolności z WordPressem (ale z bagażem odpowiedzialności), czy wygody z Webflow (ale z pewnymi ograniczeniami).
SEO i content — strona to dopiero początek
Stworzyć stronę to początek drogi. Bo strona bez SEO (tj. search engine optimization) bez widoczności w SERP czyli to jak samochód bez paliwa. Piękna, błyszcząca, ale nigdzie nie jedzie.
Dlatego w umowie warto od razu uwzględnić kwestie contentu, który chcemy, aby pojawił się na stronie internetowej i optymalizacji technicznej witryny oraz istniejącego już contentu pod SEO. Widoczność strony w wyszukiwarce to konieczność.
Sprawdź, czy agencja:
-
czy wie jaki jest cel strony internetowej, tak aby jej budowa spełniała podstawową funkcjonalność strony (np. e-commerce, generowanie konwersji w postaci wypełnionych formularzy kontaktowych Twoich potencjalnych klientów),
-
oddaje Ci pełne prawa do treści (copy, grafiki, zdjęcia stockowe kupione na Twoje konto),
-
stworzony został prawidłowo plik robots.txt,
-
zapewnia strukturę SEO-friendly: nagłówki H1/H2, meta opisy i tagi, responsywność strony, szybkość ładowania strony, skrypty pod wyszukania rozszerzone,
-
konfigurację Google Search Console i sitemapa została opublikowana,
-
robi raport techniczny SEO po zakończeniu projektu,
-
nie obiecuje „TOP 1 w Google w 3 miesiące” (jeśli tak, uciekaj). Raczej to się nie wydarzy.
To ważne, bo jak po pół roku zmienisz agencję SEO, musisz mieć czyste konto i pełny dostęp.
Cookie banner – kto za to odpowiada?
Nikt nie zakłada strony po to, żeby zaraz potem dostać mandat od UODO. A dokładnie tak może się skończyć brak poprawnie wdrożonego cookie bannera na stronie www. To nie jest tylko ładny pasek z napisem „akceptuj”.
To kwestia zgodności z prawem, sposobu zbierania zgód i technicznego spięcia z analityką. Użytkownicy witryny muszą wyrazić zgodę na to, że zbierasz ich dane oraz do czego je będziesz wykorzystywać.
Co więcej brak prawidłowo skonfigurowanej zgody ma potem ogromny wpływ na skuteczność reklam płatnych w Google Ads oraz na platformach społecznościowych (Facebook, Instagram, Linkedin).
Dlatego już na etapie tworzenia strony trzeba ustalić: kto projektuje i wdraża banner, kto przygotuje treści polityki prywatności, treść cookies, oraz innych zgód marketingowych i kto będzie później utrzymywał ich zgodność przy kolejnych zmianach.
Analityka – to nie darmowy bonus, ktoś to musi odziedziczyć (i spiąć GTM)
Strona bez analityki to jak auto bez licznika – niby jedzie, ale nie masz pojęcia jak. Google Tag Manager, GA4, piksel Meta, kody konwersji – to wszystko trzeba podpiąć i przetestować.
Dlatego w umowie warto czarno na białym napisać: kto integruje GTM, kto wrzuca kody i kto sprawdza, czy dane faktycznie lecą. Bo nic nie frustruje tak bardzo, jak kampania za 50k i brak śladu w analityce, bo „ktoś zapomniał kliknąć publish w GTM”. I tak się zdarza…
AI, dane, raporty – trzy najczęstsze powody, dla których marketerzy dziś nie śpią
Coraz częściej klienci pytają o narzędzia AI, które mogą przyspieszyć stworzenie contentu, pomóc w analizie potrzeb klienta albo zoptymalizować stronę pod kątem SEO. To bardzo słuszny kierunek.
AI nie zastąpi pracy marketera czy agencji, ale jest kluczowym elementem procesu – od generowania pierwszych draftów treści, przez automatyczne testy szybkości ładowania, aż po sugestie, jak ulepszyć adres URL witryny czy poprawić przejrzyste menu.
Warto uwzględnić już w briefie z jakich narzędzi AI chcesz korzystać lub jakich potrzebujesz na dalszych etapach.
Jak rozmawiać z agencją, żeby nie wyjść na „trudnego klienta”
Protip: nie musisz krzyczeć ani grozić prawnikiem. Wystarczy parę prostych zdań, które pokazują, że wiesz, o co chodzi.
Przykłady:
-
„Chciałbym, żeby w umowie znalazł się zapis o przeniesieniu pełnych praw majątkowych. To dla mnie kluczowe.”
-
„Potrzebuję repozytorium i dostęp do hostingu po zakończeniu prac, to standard przy takich projektach.”
-
„Zanim podpiszemy, chciałbym zobaczyć wzór umowy i przekazać go do weryfikacji.”
Jeśli agencja zaczyna się denerwować albo mówi, że „to niepotrzebne” — masz właśnie pierwszy sygnał, żeby poszukać innego dostawcy.
Historie z sieci — czyli nie wymyślamy problemu
Reddit pełen jest tego typu dramatów:
-
Klient pisze, że developer odmówił oddania kodu po finalnej płatności.
-
Startup opowiada, jak agencja trzymała repozytorium „na zakładnika”.
-
Właściciel strony na Wixie odkrywa, że projektant jest jedynym właścicielem konta i nie chce przekazać praw.
To codzienność niektórych biznesów. Ty zabezpiecz się przed rozpoczęciem współpracy.
Podsumowanie
Może i NIEnajlepsza agencja, ale za to NIEzwykle skuteczne podejście. NIEzwykle skuteczne realizacje.
Strona z dostępem w Twoich rękach.
Cała prawda jest taka: zamówienie strony to nie tylko projekt graficzny i kliknięcie „publikuj”. To prawo autorskie, dostęp do kodu, umowa i kontrola nad własnym biznesem.
W nienajlepsza.agency wierzymy, że kiedy coś nie jest „najlepsze”, to wcale nie znaczy, że jest złe. Wręcz przeciwnie — nienajlepsze bywa szczere, praktyczne i skuteczne. A w świecie stron internetowych to właśnie takie podejście ratuje klientów.
Więc zanim podpiszesz cokolwiek, pobierz naszą checklistę, dzięki której przygotujesz się w skuteczny sposób do pracy nad nową stroną internetową Twojego biznesu.
Szukasz dostawcy do stworzenia nowej www? Porozmawiaj z nami – zobaczymy co możemy wspólnie zrobić NIEzwykle skutecznego!